Dlaczego bloguję?

Dlaczego bloguję?

Dlaczego bloguję?

 
„Chciałabyś zbawiać świat, a tak się nie da. Żyjesz w Nibylandii. Zejdź na ziemię”. Słowa mojej mamy potrafią szybko ściągnąć na ziemię, a to cholernie boli, kiedy fruwa się tak wysoka, poza ziemską atmosferą. 21 lat uczenia się człowieka. 21 lat patrzenia, słuchania i uczenia się. Od straceńców, od wygranych, od szarych myszek i od tych kolorowych. 21 lat studiów o człowieku, o relacjach międzyludzkich, o ludzkiej naturze. Przede mną kolejne tyle lub dwa razy tyle, ile żyć będę. Człowiek jest dla mnie największą fascynacją, pasją. Człowiek stworzony ni cholerę nie wiadomo po co i rzucony na cudowną planetę, którą każdego dnia niszczy. Tak samo jak siebie samego. Przeżyłam wypadek, po którym wycięto mi połowę flaków z brzucha. Lekarze mówili, że „no trudno, robiliśmy wszystko”. Wiele miesięcy rzygania krwią, a jak ma się 3 lata to przeraża. Przerażają słowa lekarzy, bo choć ich nie rozumiesz to widząc ojca i matkę płaczących wiesz, że jest źle. Kurwa, źle to mało powiedziane.

Teraz są inne czasy, matki siedzą lub leżą ze swoimi dziećmi w szpitalach. Nie opuszczają ich na krok. W latach siedemdziesiątych, w których się urodziłam, dziecko umierające leżało same w sali. W drzwiach kraty, w oknach kraty, w buzi 7 smoczków, a ta buzia przyklejona do szyby. Mamusia gdzieś odchodzi, chyba nie wróci, a oni mówią, że umrę. Nie chcę umierać, bez mamusi, mając 2 lata i 9 miesięcy. Co za shit! Nie jadłam, nie piłam, bo wielominutowe hafty krwią mnie przerażały, dusiły, topiłam się we własnych wymiocinach. Nikogo przy mnie nie było, do dziś boje się wymiotować. Dlatego słucham swojego ciała, organizmu, jem co mu potrzeba i tyle co potrzeba. Rzygałam tylko w dwóch ciążach. Potem kilkanaście lat strachu o życie swoje, matki i sióstr, bo ojciec alkoholik latał z siekierą, brał za włosy i walił o ścianę. Za co? Za nic, spytaj jego, sama nie wiem. Za 4 ze sprawdzianu bił kablem, koniecznie cienkim bo ciął skórę jak bicz. 18 lat pierwszy ślub, z deszczu pod rynnę. Gwałty, maltretowanie. W wieku 21 lat pierwszy rozwód i 4 samodzielnie założone sprawy w sądzie. Wszystkie wygrane włącznie z tą o znęcanie się. 21 lat, 1,5 roczny synek, chory, bieda, głód. Robiłam takie rzeczy, że długo nie mogłam sobie patrzeć w twarz, żeby nakarmić dziecko. Wybaczyła już sobie, ojcu też. Potem wieloletni związek ze straceńcem, ale pięknym, obytym, światowym. Imponował mi do czasu, gdy po raz kolejny patrząc w lustro nie potrafiłam siebie poznać. Nawet nie mogłam dobrze się obejrzeć, bo oczy od opuchlizny wyglądały jak dwie piłeczki golfowe tylko w kolorze na wpół dojrzałej śliwki Węgierki. Potem samotne wychowywanie dziecka, a trudno być dla niego i matką i ojcem, i ciocią, dziadkiem, kuzynką i cała resztą co zwać się rodziną miała. Syn musi mieć ojca, ja już nie jestem ważna. Chciałam tego dziecka, bardzo chciałam. Zrobiłam sobie je sama, bo pierwszy mąż chlał ciągle i nawet nie wiedział kiedy sobie dziecko zrobiłam, że się udało. Sama nie wiem jakim cudem. Ale mój synek był cudem, nadal jest choć ma już 18 lat i zbyt dużo cech po ojcu. Kiedy mój ojciec nas katował i demolował dom, przysięgłam sobie, że nigdy, ale to nigdy nie będę taka jak on, nigdy nie zrobię tego moim dzieciom. Urodziłam syna i byłam dość silna, w przeciwieństwie do mojej matki, by chujowi powiedzieć: DOŚĆ! Drugiemu też. Przyszedł czas, że chciałam ojca dla syna. To ważna rola w życiu każdego chłopaka. Każdy chłopiec w końcu odkleja się od cyca matki i podąża za swoim idolem- ojcem. Ma szczęście jak ten idol jest warty naśladowania, bo choćby był największym gnojem dla chłopca będzie autorytetem, do czasu… Drugi ślub z młodszym o 5 lat facetem. Bardzo dobry ojciec, no w końcu ten sam poziom intelektualny i emocjonalny. Maż do dupy, ale ja przecież nie chciałam męża, chciałam dobrego tatę. Tylko, że nieszczęśliwa matka, to nieszczęśliwe dziecko. nikt mnie tego nie nauczył, nauczyłam się sama. drugi rozwód i znów kilka worków 120 litrowych na śmieci pełnych ciuchów; moich, starszego syna i młodszego synka. Synek to wynik gwałtu. 2 lata terapii, żeby umieć żyć z dowodem gwałtu. Po roku istnienia synka nauczyłam się go kochać. Synek ma autyzm, poświęciłam karierę zawodową i naukową, żeby umierając mieć pewność, że jest samodzielny i nie spędza swojego życia przywiązany do łózka w domu opieki, gdzie „kochające i dobre” zakonnice napierdalają go, bo coś tam… 5 lat intensywnej terapii, w każdej minucie jego życia, dziś synek chodzi do normalnej szkoły i jest najszczęśliwszym chłopcem żyjącym na tej planecie- to jego słowa :) Po rozstaniu z drugim mężem wylądowałam w namiocie na działce ogrodniczej. Przez to, ze zrezygnowałam z firmy i studiów prawniczych, by uratować autystyka, zostałam się z kilkoma workami ciuchów i dwójką dzieci- bezrobotna i bezdomna. 35 st. C w słońcu a ja ubrana w kombinezon, żeby wata szklana, której używano w latach siedemdziesiątych nie poorała mi całego ciała, burzyłam budynek. W nocy czytałam jak burzyć by przeżyć, w dzień burzyłam by się nie zabić. Było wielu w tamtym czasie z najbliższą rodziną na czele, co kpili i wyśmiewali: jaki dom? co ty wybudujesz? bez pieniędzy, bez sił, schorowana, z dwójką dzieci? Codziennie przez kilkanaście godzin burzyłam i oczyszczałam teren, a potem przez kilkanaście godzin budowałam. bungalow- 3 sypialnie, salon z aneksem kuchennym (dziś już bez) i duża łazienką koniecznie z wanną- nienawidzę prysznica.
 
Pot, łzy i krew. Leje jak z cebra, kombinezon nieprzemakalny i gumiaki na nogach, już wrzesień. Czas wprowadzać się do domu. dzieci zaczęły szkołę, przedszkole. Trzeba o nie dbać i budować. Leje jak cholera, syf wokół budowanego domu, pręt zbrojeniowy grubości małego palca i długości 11 cm wystaje z muru oporowego. Kalosze to najbardziej śliskie buty na świecie, nie wiem kto je wymyślił na deszcz. Leżę, całym ciężarem ciała gruchnęłam na ten pręt. Boli jak kurwa mać! Doczołguję się do domku moich rodziców, z bólu nie mogę krzyczeć. matka zrywa ze mnie ubranie- kombinezon nieprzemakalny, kombinezon przemakalny, jeszcze jakieś łachy, bo na dworze zimno. Krzyczy. Krew leje się wiadrami. Rzucam z bólu przekleństwami. Matka wzywa taksówkę, jedziemy na pogotowie, kolejka długa na kilkanaście godzin stania, lekarz i pacjenci widząc wykrzywioną mnie od bólu ustępują mi pierwszeństwa. Lekarz wsadza w dziurę na udzie jakąś kamerkę, pielęgniarka robi zastrzyk, mama płaczę, ja nie wiem już co robię.
– „Dziecko jak ty sobie to zrobiłaś? 11 cm głębokości rana szarpana, rozerwany mięsień, mogą być komplikacje, niesprawna noga bla bla bla”
– Buduję kurwa dom!
– Sama?!
Nie ciągnęłam konwersacji, jakoś nie było atmosfery i sceneria nie ta, jak na towarzyską pogawędkę.
-Ketanol jak będzie boleć i 2 tygodnie leżeć na brzuchu. rana musi się zagoić. Regularnie proszę przychodzić na zmiany sączka.
– Ile tego ketanolu na raz mogę wziąć?
– 2 tabletki i ani grama więcej, jak będziesz leżeć to ból będzie znośny.
Pierdu pierdu sru.
Od tego dnia nikt się już nie śmiał, nie podcinał skrzydeł, najwięksi krzykacze zniknęli, a ci mniej wyśmiewający zaczęli czasem pomagać. 
Na drugi dzień 3 tabletki ketanolu i budowa szła pełną parą. Na wojnie chłopcy z gorszymi ranami i z wszędy otaczającym syfem walczyli. Nikt nie kazał im do góry dupą leżeć przez 2 tygodnie. Ja też walczę, o swoje i swoich dzieci życie. Zanim rana się zagoiła dom stał, był dach, ściany i podłoga. W październiku się wprowadziliśmy, a ja już mieszkając wykończałam wnętrza. Mam dom, swój, sama go wybudowałam i co z tego, że jedna ściana zacieka. Uczyłam się z książki i na bieżąco wiedzę wprowadzałam w czyn. 
Po co pisze blog? Bo chcę zbawiać świat, na ile się da, na ile umiem, mogę i chcę! Bo jeśli ja bezdomna i bezrobotna mogłam wybudować dom, to ty możesz wszystko! Możesz wszystko! Powtarzaj sobie to codziennie, jak chcesz zaglądaj tu, a ja też często będę ci to powtarzać. Możesz jeśli myślisz, że możesz!!!
Możesz mieć tak jak ja, cudownego i wspaniałego męża, szczęśliwe i zdrowe dzieci, dom z ogrodem w centrum dużego miasta, zbawiać świat, być szczęśliwą/ szczęśliwym. I wcale nie musisz przechodzić przez długą i krętą drogę, możesz uczyć się od tych, co już to osiągnęli, skracając harówę do minimum. Wystarczy powiedzieć DOŚĆ!
  • Neria Jakubkajte

    Ja też powiedziałam dość. I oto jestem, z 6 miesięcznym synkiem u dziadków w pokoju. I co? I nico. Odchowam synka, pójdę do pracy, kupię nam mieszkanie. Będzie miał swój pokój. Ojciec…? Może i mu potrzebny, przyjdzie czas to się znajdzie. Najważniejsze to się nie poddawać gdy życie rzuca kłody pod nogi!

    • http://vikanova.co.uk/ Vika Nova

      Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoją historią. Gratuluję odwagi, optymizmu i miłości do siebie i dziecka. Życzę Ci powodzenia, siły i wytrwałości. Powodzenia Neria. Vika

All original content on these pages is fingerprinted and certified by Digiprove