Mój największy przeciwnik mieszkał w mojej głowie- Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza

Mój największy przeciwnik mieszkał w mojej głowie- Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza

Mój największy przeciwnik mieszkał w mojej głowie- Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza

Jadwiga Korzeniewska_LZ_

Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza

 

– Co chciałabyś przekazać, powiedzieć innym Kreatorkom?

– Nie lubię generalnie słowa misja, bo mi się kojarzy z takimi formułkami na stronach www korporacji, naszą misją jest xyz. Ja mam jakąś wewnętrzną potrzebę iść z takim przesłaniem do ludzi, że można się zmieniać, że można zmieniać siebie, że można zmieniać swoje życie, że bardzo dużo ograniczeń tak naprawdę jest w naszej głowie, a nie w realnym świecie. I pokazywać ludziom narzędzia, z których można korzystać, by… ja to nazywam „przewietrzyć sobie szufladki w głowie”. Bo to bardzo dużo daje, jeżeli chodzi o wprowadzenie jakichkolwiek zmian w działaniu.

– Właśnie, bardzo ciekawą rzecz mi napisałaś, bardzo lubię to zdanie:

Mój największy przeciwnik nie był szklanym sufitem, aroganckim szefem, zaborczym partnerem, mieszkał w mojej głowie.

Opowiedz coś więcej na ten temat tego przeciwnika mieszkającego w głowie. Jak to wszystko się wydarzyło, że teraz jesteś tu gdzie jesteś?

– Właśnie mój największy przeciwnik to był mój neurotyczny perfekcjonizm, który powodował, że nawet jak już wiedziałam, co chcę robić w życiu, czym chcę się zająć, czyli prowadzeniem warsztatów, pracą z ludźmi, to cały czas on mi mówił: „Ale jeszcze za mało wiesz, jeszcze za mało umiesz, jeszcze pójdź na ten kurs, jeszcze przeczytaj tę książkę”. I cały czas ta poprzeczka gdzieś szła do góry. Ja szłam na kolejny kurs, czytałam kolejną książkę i wtedy mój perfekcjonizm podpowiadał: „A, to jeszcze zróbmy to!”.

Musiałam najpierw przepracować swój perfekcjonizm, dowiedzieć się skąd on się w ogóle u mnie wziął, co mogę z nim zrobić, jak mogę z nim pracować? I dopiero to przepracowanie – właśnie w dużej mierze przekonań mieszkających w mojej głowie, że jest wystarczająco ok, żeby pokazać to ludziom i jest wystarczająco w porządku, żeby poprowadzić np. zajęcia – dopiero to spowodowało, że byłam w stanie zorganizować pierwsze zajęcia i zacząć pracować z ludźmi.

targi milanówek 7.03_2

Jadwiga Korzeniewska Targi Milanówek

– Powiedz mi czy ten perfekcjonizm, a co za tym idzie wewnętrzny krytyk, to jest taka domena kobiet? Kobiety są bardziej skłonne do tego, żeby wciąż się doszkalać, jakby samym sobie kłody kłaść pod nogi? Czy to jest związane z płcią, czy raczej nie ma znaczenia?

Ja mogę powiedzieć tylko bazując na moich doświadczeniach, że na warsztatach z odwyku od perfekcjonizmu, które ja prowadzę, 95% uczestników to są kobiety. Fakt, że generalnie na szkolenia miękkie, takie skierowane do osób prywatnych, w większości przychodzą i tak kobiety, w mniejszości przychodzą mężczyźni, ale ten procent dysproporcji  w przypadku odwyku od perfekcjonizmu, jest bardzo wysoki między uczestnikami płci żeńskiej i płci męskiej. Także z moich obserwacji wynikała, że rzeczywiście tak jest, iż perfekcjonizm jest naszą kobiecą domeną. To się wiąże w dużej mierze z socjalizacją i z tym jak my jesteśmy przygotowywane do życia w społeczeństwie, jako te które powinny być grzeczne, spolegliwe, ładnie się zachowywać, ładnie pisać, nie chodzić po drzewach itd.

Jadwiga Korzeniewska_LZ___

– Dokładnie. Kobiety mają ogromny problem, bo ciągle siebie hamują przez to, a są w wielu dziedzinach o wiele lepsze od mężczyzn. Mężczyźni nie mają tych problemów. Mężczyzna troszkę wie i idzie i robi. Wyjdzie jak wyjdzie. Świetnie, że oferujesz takie warsztaty dla kobiet i że one korzystają, bo można oferować coś, a ludzie uparcie nie chcą z tego korzystać.

Powiedz mi, pisałaś o tym, że nie lubiłaś swojej pracy i postawiłaś sobie w końcu takie pytanie, albo będziesz pracować tam, się męczyć itd., albo stawiasz na swoje. To było szybka decyzja, czy to był jakiś proces?

– Wiesz co, generalnie to ja zaczęłam w ogóle swoją ścieżkę kariery – że tak powiem, w branży finansowej – więc zaczynałam w branży finansowej, teraz jestem w branży szkoleniowej. Także to jest dosyć długa ścieżka wydeptana przeze mnie. Jak pracowałam w branży finansowej, to w pewnym momencie wiedziałam, że tego już nie chcę robić, ale nie wiedziałam jeszcze, co bym chciała robić. Uznałam natomiast, że to i tak już jest niezły progres, że wiem czego nie chcę. I zaczęłam poszukiwać, co bym w takim razie chciała robić? I zrządzeniem losu tak naprawdę, zaczęłam pracować w firmie, która  się zajmowała  organizacją szkoleń. A jak zaczęłam pracować przy organizacji szkoleń, to gdzieś poczułam wewnętrznie, że to jest ciekawa rzecz pomagać innym ludziom w rozwoju – chociażby przez to, że organizuje się im zajęcia. I gdzieś później zaczęło mi kiełkować w głowie:

a gdyby tak samemu organizować szkolenia, ale też je prowadzić, móc pracować z ludźmi?

To był ten moment, kiedy wiedziałam już mniej więcej, czym bym się chciała zająć i ten moment w którym właśnie mój perfekcjonizm powiedział: „Ale chwileczkę! To jeszcze trzeba kurs, jeszcze trzeba książkę, jeszcze to, jeszcze tamto”.

I tak naprawdę przez dobre 2 lata ja już wewnętrznie czułam, tak intuicyjnie, co chcę robić, a byłam zablokowana.

I ostatnia moja praca etatowa…  przyszedł taki moment, w którym ja stwierdziłam, że cały czas myślę o tym prowadzeniu szkoleń i na myśleniu się kończy, że ja w zasadzie markuję działania, wydaje mi się, że ja robię coś w tym kierunku, a tak naprawdę jestem cały czas w tym samym miejscu. Także z jednej strony to był proces, a z drugiej strony, jak już dotarła do mnie ta brutalna myśl, że albo zostajesz tu gdzie jesteś i nie narzekasz, że nie spełniasz swoich marzeń, albo – do jasnej anielki – rzucasz to w diabły i próbujesz, to wtedy po prostu przegadaliśmy to z moim partnerem. Przede wszystkim czy finansowo będziemy w stanie podołać takiemu wyzwaniu, bo wiadomo, że

wypracowanie marki własnej w każdej branży, to jest bardzo dużo czasu i energii. Energii i czasu, w których nie generuje się albo żadnych przychodów, albo takich, które pozwalają się utrzymać.

Także w zasadzie to była jedna rozmowa pt. „Czy będziemy w stanie podołać temu finansowo?”. Przeanalizowaliśmy to, stwierdziliśmy ok., on powiedział: „To rzucaj to w diabły i zajmij się Laboratorium Zmieniacza” – więc to była jedna rozmowa, która okazała się być decydująca już na samym końcu procesu.

– Bardzo często kobiety, które są w związku, pytają się sąsiadki o radę, jakiejś pani ze sklepu, która całe życie za 1000 zł pracuje, czy własny biznes otworzyć. Jesteś kolejną kobietą, która postawiła na swój biznes, na siebie i mówi o tym, że nie rozmawiała o tak ważnej decyzji z mamą, ciotką, wujkiem, koniem, kotem itd., tylko po prostu z partnerem. Myślę, że to też jest taki fajny przekaz, że tak naprawdę te osoby, które najbliżej nas żyją i z którymi my tworzymy tę rzeczywistość w tym momencie, to one najbardziej zainteresowane są i przede wszystkim z nimi powinniśmy rozmawiać o takich rzeczach, a nie z jakąś sąsiadką, czy panią ze sklepu.

– Jasne. Generalnie szukanie takiego wsparcia społecznego wśród osób, które już mamy w swoim otoczeniu, to jest niesamowita rzecz, dająca niesamowitego kopa energii, bo raczej w kręgu znajomych, przyjaciół jest niewiele osób, które życzą nam źle. Raz, że można uzyskać taki szczery wgląd, jak się człowiek z nimi dzieli swoimi pomysłami, a dwa, że naprawdę w tych momentach kiedy jest nisko, kiedy nie pojawiają się sukcesy i człowiek zaczyna się zastanawiać czy to, co ja robię ma sens, to można liczyć na coś, co ja nazywam mentalnym klepaniem po plecach.  Wtedy idę do swojego partnera, czy do swojej przyjaciółki, mówię, słuchaj idzie jak po grudzie – i czasami nawet to, że ja mogę pójść do takiej osoby i wygadać się, to jest dla mnie duże wsparcie. A jeszcze fajniej jak ta osoba pokazuje mi jakąś drogę, która dla mnie w ogóle nie była widoczna,

bo często jest tak, że człowiek jest tak zafiksowany na swojej jakiejś wizji, że nie widzi innych rozwiązań.

– Burza mózgów to świetne narzędzie do rozwiązywania problemów, ale także do poszukiwania świetnych pomysłów. Często je wykorzystuje, nawet w domu. Skrzykuję rodzinę i robimy prawdziwą burze mózgu. Niesamowite jest na jak wspaniałe pomysły wpada mój autystyk. My nie musimy przecież tych rad w ogóle wykorzystywać, bo to nas nie zobowiązuje, ale fajnie jest posłuchać po prostu osób życzliwych, przede wszystkim życzliwych.

– Po rozmowie z partnerem zdecydowałaś się na Laboratorium Zmieniacza  i w tym momencie od razu zrezygnowałaś z pracy w firmie, to była korporacja, to była mała firma?

– To była administracja publiczna, więc to jest kompletnie inna bajka. To jest całkiem inna kategoria niż praca w biznesie, gdzie pracowałam wcześniej. Tam po prostu czasami jest tak, że idziesz do pracy i sama nie wierzysz w to, co tam się dzieje, więc tym bardziej byłam sfrustrowana, bo niby pracowałam przy organizacji szkoleń, czyli tym co odnalazłam, co sprawia mi radość, natomiast ogrom biurokracji jaki tam panował i innych dziwnych rzeczy, których wcześniej nie spotkałam, był bardzo przytłaczający. Tam w zasadzie ludzie byli zdziwieni, że ty chcesz pracować, że masz jakieś pomysły, że chciałabyś je wdrożyć.

W związku z tym po prostu miałam wrażenie, że walę głową w ścianę.

I jak już sobie przegadaliśmy to wszystko z moim z Jankiem, to wypowiedzenie złożyłam chyba tydzień później, czy 2 tygodnie później. Ja miałam tam umowę na zastępstwo, co znaczy, że teoretycznie za 3 dni mogłabym stamtąd odejść po prostu, bo taki jest okres wypowiedzenia na umowie o zastępstwo. Natomiast ja nie należę do takich ludzi, którzy jak już odchodzą z pracy, to zostawiają wszystko, rzucają papierami i mówią: „Dobra, to mnie już nie interesuje„, więc ja powiedziałam szefowej, że chętnie zostanę jeszcze cały miesiąc, zanim oni zrobią procedurę zatrudnienia kogoś za mnie, żebym mogła jeszcze tą osobę wdrożyć w obowiązki, przeszkolić ją po prostu. Złożyłam wypowiedzenie w prima aprilis a dzień wcześniej przyszłam do szefowej z nią porozmawiać. Stwierdziłam, że zanim przyniosę gotowy papier, to chcę jeszcze z nią pomówić, więc przyszłam 31 marca i mówię: „Słuchaj, ja będę odchodzić z pracy„, a ona tak na mnie patrzy i mówi :”Żartujesz sobie tak? To już taki prima aprilisPogadamy jutro. Jak jutro przyjdziesz i powiesz, że odchodzisz, to ja ci uwierzę”. No więc przyszłam następnego dnia po prostu z gotowym papierem. Po odejściu stamtąd dałam sobie wtedy cały miesiąc na naładowanie akumulatorów, żeby też nie rzucać się tak od razu w wir pracy nad Laboratorium Zmieniacza. Musiałam się po prostu psychicznie podreperować po tej dla mnie bardzo dziwnej pracy. No i później zaczęło się poszukiwanie miejsc, w których mogłabym prowadzić warsztaty najpierw pro bono, czyli za darmo – po to żeby też poćwiczyć umiejętności trenerskie. Chciałam iść z tą dobrą nowiną o możliwościach zmiany, z konkretnymi narzędziami do ludzi – móc je pokazywać i przekazywać dalej.

targi milanówek 7.03_1

Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza

– Czy na początku Twojej drogi, bo ja też kiedyś pracowałam w budżetówce na Uniwersytecie Gdańskim jako księgowa, czyli podobna też sytuacja. Kiedy ja po 3 miesiącach powiedziałam nigdy w życiu, bo to jest gorsze niż korporacja, tam po prostu człowiek jest jak na taśmie niewolnik, to moje znajome się pukały w głowy, że jak to, wspaniała budżetówka, pewna praca, jakieś trzynastki, jakieś duperele, bezpieczeństwo. Poczucie bezpieczeństwa-rzekome, dla mnie ono było bardzo znikome, bo takiego mobbingu ja w żadnej korporacji, w żadnej innej firmie nie doznałam jak właśnie w państwowej, na państwowej posadce. Więc absolutnie nie polecam nikomu. Czy u Ciebie też w tym otoczeniu pojawiały się głosy „co ty robisz?” Poza tą szefową, która zdziwiona, bo w Polsce jest taka zasada, masz pracę, nieważne jaką, trzymaj się jej do zasranej śmierci. Czy też miałaś szpile, które dookoła ludzie Ci wbijali?

– Wiesz co, ja od jakiegoś czasu bardzo starannie dobieram sobie otoczenie i staram się nie podtrzymywać takich toksycznych dla mnie relacji – staram się je wygaszać po prostu, jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało.  Uważam, że warto jest od czasu do czasu zrobić sobie taki audyt i zobaczyć czy ranga tej relacji jest dla mnie na tyle ważna, żebym ja dała się zrzucać w dół albo w kanion i polewać błotem. Także ja sobie nie przypominam, żeby były takie reakcje właśnie w rodzaju „puknij się w czoło, co ty robisz?”. Była chyba jedna taka moja przyjaciółka, której reakcji się obawiałam, bo ona była bardzo długo na bezrobociu. Wtedy pomyślałam, że dla niej to może być kuriozalne, że ja mam pracę, mam etat i rezygnuję. I przyznam, że rozmowy z nią się trochę bałam, natomiast zupełnie niepotrzebnie. Ona powiedziała: „Wiesz co chcesz robić, a to jest niesamowite, niektórzy ludzie  się tego nie dowiedzą przez całe życie. Wiesz co chcesz robić, masz możliwość spróbować to zrobić, to po prostu to rób”. Te jej słowa były dla mnie szczególnie ważne, bo właśnie jej reakcji się obawiałam: czy osoba będąca w takiej sytuacji życiowej, w jakiej ona była, będzie w stanie zrozumieć mój punkt widzenia. Ja się generalnie staram dużo rozmawiać z ludźmi, mówić co się dzieje, jeżeli chodzi o szkolenia, obojętnie, czy wychodzi, czy nie wychodzi.

Niekoniecznie trzeba z porad, czy podpowiedzi innych osób korzystać, natomiast warto zawsze mieć taką ciekawość co ludzie którzy w tym „nie siedzą”  mają do powiedzenia.

Takie „wrzuty laika” są czasem niesamowitym źródłem czy informacji, czy po prostu wsparcia.

– Staranne dobieranie znajomych jest też bardzo ważne w dokonywaniu wszelkich zmian. Bardzo dużo ludzi nie zdaje sobie sprawy, że to my sami jesteśmy kreatorami naszego życia, włącznie z osobami którymi się otaczamy i od tego zależy właściwie cała jakość naszego życia. To trzeba podkreślać, że to kim się otaczamy, wpływa ogromnie na naszą jakość życia i to jest ważne.

Powiedz mi, początki, otworzyłaś firmę. Jak długo istnieje Laboratorium Zmieniacza?

– Tak naprawdę, to w połowie tego miesiąca będzie rok, jak funkcjonuje marka Laboratorium Zmieniacza. Pierwsze szkolenia, to były zajęcia absolutnie bezpłatne, prowadzone w Ochotniczych Hufcach Pracy i w Centrum Aktywności Lokalnej na Paca  w Warszawie. W tych miejscach możesz poprowadzić zajęcia, o ile są za darmo. Oni ci udostępniają do tego przestrzeń i zasoby techniczne, których potrzebujesz.  Ja się zajmowałam zbieraniem grup, rezerwowałam sobie sale w tych dwóch miejscach i mówiąc kolokwialnie „tłukłam” po prostu te szkolenia absolutnie bezpłatnie. Trochę traktowałam pierwsze grupy jako króliki doświadczalne.

Dawałam im pewną usługę za darmo, a oni dawali mi feedback

,więc pozwoliło mi to też zmodyfikować niektóre rzeczy w programie, udoskonalić je, zamienić jakieś ćwiczenia albo zrobić je w innej formie. To, co ludzie zostawiali w ankietach ewaluacyjnych, czy czasami zostawali po zajęciach, żeby to powiedzieć, albo wysyłali mi później mailem, to był niesamowity zastrzyk wiedzy, która mi była bardzo potrzebna – tej wiedzy z drugiej strony. No bo ja mogę sobie wyobrażać, co może czuć uczestnik na moich zajęciach, ale nim nie jestem, więc to był dla mnie niesamowity zasób potrzebnej wiedzy. Pierwsze zajęcia, to były zajęcia dotyczące zmiany nawyków w działaniu, oparte w dużej mierze na własnych doświadczeniach i bazując na sześciu źródłach wpływu na zmiany, czyli na motywacji i umiejętnościach osobistych, społecznych i strukturalnych.

– Pytam się o biznes ze względu na to, że bywam na różnych grupach facebookowych. Kobiet, które rozpoczęły swoje biznesy często w bardzo krótkim czasie porzucają działalność. Zawsze tłumaczę kobietom, na własny biznes trzeba dać sobie 3 lata, to jest taka złota zasada w ogóle biznesu, 3 lata.  Taki feedback dostać od uczestników, zadbać o to, by otrzymać od nich informacje zwrotną to też bardzo ważny element biznesu.

To co dla nas jest oczywiste, nie zawsze oczywiste jest dla innych. I to o czym mówisz Jadwiga właśnie, że na początku, warsztaty u Ciebie były zupełnie darmowe. To była też reklama Ciebie, to było też poznawanie rynku, kto przychodzi, kto korzysta z takich narzędzi, kim są ci ludzie, czego potrzebują, więc, no bardzo inteligentne i takie naprawdę przyzwoite podejście do tematu. Tego brakuje młodym stażem, nie mówię wiekiem, biznesmenom.

Czy ta droga była długa, trudna, żeby się dowiedzieć czego się chce tak naprawdę w życiu?

– Miałam taki moment jak chodziłam właśnie na bardzo dużo szkoleń jako ten neurotyczny perfekcjonista, który jest kolekcjonerem informacji, czyli non stop musi być na haju informacyjnym, dostarczać sobie nowej wiedzy, nowych informacji, ale niekoniecznie z nich korzysta w działaniu. To wtedy przyszła właśnie do mnie taka refleksja, że tak sobie żyję, egzystuję, ale właśnie do końca nie wiem, co mną kieruje w życiu. Czytałam wtedy jakąś książkę, gdzie było opisane narzędzie Tony’ego Robinsa, żeby stworzyć sobie własną konstytucję wartości i to było przedstawione w taki sposób, żeby zrobić –  ja to nazywam prześmiewczo – burzą jednego mózgu, czyli siadasz sobie z kartką papieru, z długopisem i wypisujesz z głowy po prostu wszystko co pojawia się jako odpowiedź na pytanie: „Co jest dla mnie ważne w życiu?”, starając się oczywiście tego nie oceniać. I to nie jest łatwe, by taki strumień myśli wynotować, jednocześnie nie przeklejając etykiet do tego, co się w głowie pojawia. Później przychodzi moment analizy, czyli tzw. wolnej chwili wyciągasz tą listę na przykład siedząc w kolejce do lekarza, jadąc autobusem, czekając  na spotkanie z klientem i czytasz ją, sprawdzasz czy coś wymaga modyfikacji. Możesz stwierdzić, że punkt drugi owszem był dla ciebie  ważny, ale pół roku temu, a w tej chwili nie ma to znaczenia, wykreślam. A punkt piąty, jak jeszcze dopiszę x i y, to będzie rzeczywiście to. Ja sobie tą wersję roboczą woziłam w portfelu, bo stwierdziłam, że portfel na 99% mam zawsze przy sobie. Wyjmowałam tę listę i modyfikowałam, jeżeli czułam, że jest taka potrzeba. Po paru tygodniach jak się oswoiłam z tym, co wypisałam, przepisałam konstytucję na czysto i od tamtej pory się z nią nie rozstaję. I dużo rzeczy mnie zaskoczyło wtedy. Jak człowiek staje przed tym wyzwaniem, żeby skonfrontować się ze swoimi potrzebami, wartościami, to się okazuje, że to, co by „wypstrykał” z siebie ot tak – jakby miał to po prostu powiedzieć – to są zupełnie nie te rzeczy, które się pojawiają jak się nad tym pochylisz na dłużej i koncentrujesz na tym, żeby to przelać na papier. Było sporo rzeczy, które mnie zaskoczyły -gdzie ja myślałam, że to jest dla mnie ważna wartość, a w konstytucji wykreśliłam to. I to jest taki mój wewnętrzny kompas, taki GPS trochę. Jak mam plany związane z Laboratorium Zmieniacza, czy jakąś propozycję współpracy, to ja bardzo często sięgam wpierw do tej swojej konstytucji – sprawdzam, czy jak ja wejdę w to działanie, to czy  w ten sposób zrealizuję swoje wartości czy nie. To powoduje, że jak się płynie statkiem do portu „Satysfakcja”, to się nie wpływa na mieliznę, bo zawsze masz ten punkt podparcia, że możesz sięgnąć do konstytucji, gdzie czarno na białym masz napisane, co jest dla ciebie ważne. Dzięki temu wiesz, które  działania wybierać a które sobie odpuszczać.

Jadwiga Korzeniwska_LZ__

Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza

– Ogromna ilość kobiet nie potrafi prowadzić wewnętrznego dialogu. Często używając słów i określeń nie należących do nich samych, tylko właśnie gdzieś tam z dzieciństwa. Ja bardzo często się pytam, „czyje są słowa? Jak czyje, moje. Nie, nie, kto za dzieciaka do ciebie tak mówił?” i słyszę np.: „Boże moja mama, a ja nie chcę być taka jak moja mama„. Chodzi o to, że to narzędzie o którym mi powiedziałaś, ono jest świetne do takiego wewnętrznego dialogu. Bardzo mało ludzi umie samemu ze sobą rozmawiać, a takie narzędzia właśnie świetnie pomagają.

Rok czasu Laboratorium Zmieniacza, na jakim etapie jesteś teraz, jeżeli chodzi i o Twoją mentalność i biznes. W jakim miejscu teraz jesteś, a za chwilę się Ciebie zapytam i co dalej?

W tej chwili mamy taki okres trochę martwy w szkoleniach, jest już po zakończeniu roku szkolnego, są urlopy, wyjazdy i są też wydatki z tym związane, więc wakacje sobie troszeczkę luzuję, jeżeli chodzi o organizację szkoleń i wracam dopiero z nowymi terminami we wrześniu. A jak mi zadasz za chwilę tamto pytanie, to powiem, co będę robić w sierpniu.

Budowa marki własnej to jest proces.

I tak jak ty słusznie zauważyłaś, jest mocno rozciągnięty w czasie. Niekiedy się mówi, że jak marka przetrwa 2 lata to już jest dobrze albo 3 lata jak przetrwa to można spać spokojnie. Niektórzy mówią 5 lat, 10 lat. Ja jestem dopiero przed tym pierwszym rokiem i wiem, że jeszcze mnóstwo czasu i energii potrzebuję, by ugruntować swoją markę. W  związku z tym staram się pisać nie tylko artykuły na swojego bloga, ale też współpracować z portalami internetowymi, bo umówmy się – w tej chwili bloga to może sobie prowadzić każdy, kto sobie go wymyśli. Ale jeżeli już jakaś marka mówi: „Ok, my chcemy żebyś pisała dla nas artykuły, bo są wartościowe”, to jednak mówi więcej niż to, że ja sobie założyłam sama jakiegoś bloga. Staram się też występować na różnego rodzaju konferencjach jako prelegent, żeby pokazywać próbkę swoich możliwości, ale też żeby iść ze swoim przesłaniem do ludzi- bo może niekoniecznie na konferencji będzie grupa docelowa, do której ja bym dotarła w inny sposób, a możliwość przekazania ludziom chociaż jakiejś jednej nowej informacji, która utkwi im w głowie i pobudzi ich chociażby do szukania więcej informacji na ten temat, no to jest rzecz niesamowita dla mnie.

Jadwiga Korzeniewska_LZ___

Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza

Warsztaty, które Ty prowadzisz są stacjonarne? Taka forma jest dla Ciebie najfajniejsza, najwygodniejsza, dlatego zdecydowałaś się na stacjonarne, myślisz o tym, żeby tworzyć e-kursy, webinaria?

– Jak najbardziej, mam nawet w moich celach biznesowych na ten rok stworzenie – może nie w całości, ale przynajmniej w części – e-kursu dotyczącego zmiany nawyków w działaniu. I byłoby to tak naprawdę przeniesienie jeden do jednego treści warsztatu stacjonarnego. Ja to w tej chwili robię w formie dwudniowej, gdzie pierwszy dzień, to jest duża koncentracja najpierw na tym, żeby się nauczyć wyznaczać cele z różnych perspektyw  nie tylko przez pryzmat wszędzie już oklepanego i do granic możliwości wykorzystanego SMARTa, ale też dzięki innym narzędziom. Chodzi o to, żeby jak najlepiej się przyjrzeć, czy to jest w ogóle mój cel, czy on jest zgodny z moimi wartościami, czy ja go dobrze widzę? Kolejny etap to przygotowywanie swojego planu zmiany, czyli przede wszystkim zrobienie pewnych rzeczy, zanim się zacznie działać w zmianie, czyli nie tak, że jest 1 stycznia a ja mówię: „Od dzisiaj nie jem słodyczy!” – i nie jestem do tego kompletnie przygotowana, nie mam narzędzi, z których mogę skorzystać, nie wiem co zrobię jak pójdę na urodziny do koleżanki i ona powie: „No nie zjesz tortu? Przecież to za moje zdrowie!”. To jest dwudniowy warsztat, gdzie najpierw jest praca z celem, później praca nad własnym planem zmiany, żeby przygotować sobie otoczenie społeczne i otoczenie fizyczne do całego tego procesu, żeby to nie było tak, że człowiek zaczyna i nie kończy. Bo jak rozmawiam z uczestnikami moich warsztatów, to zwykle jest tak, że oni się po prostu „wykolejają” na pierwszej możliwej przeszkodzie – i ona nie musi być nawet duża, ale po prostu porażki tak niesamowicie demotywują ludzi, którzy chcą zmieniać swoje nawyki, a z drugiej strony, te nawyki są na tyle silne, że oni po prostu stają się w tych momentach bezbronni zupełnie.

– No i o sierpniu wspomniałaś, już mówiłaś po części o swoich planach. A jakie masz inne plany, też te długoterminowe?

– Przede wszystkim teraz chcę się właśnie skupić na tym e-kursie, korzystając z luźniejszego okresu wakacyjnego. To jest też dla mnie istotne z tego względu na to, że w Warszawa, w której działam to nie jest centrum świata. Nie każdy może się pojawić w Warszawie na warsztacie stacjonarnym, a ja cały czas gdzieś mam tę myśl, że znam narzędzia które działają i nie mogę z nimi dotrzeć dalej. A taki kurs, tak jak powiedziałaś, można wyeksportować za granicę bardzo łatwo i ktoś kto jest ode mnie oddalony o setki, tysiące kilometrów będzie mógł te same narzędzia, które ja przećwiczyłam na sobie, zaimplementować do swojego planu zmiany. I to jest dla mnie niesamowitą myślą w ogóle, że będzie można dotrzeć do osób, które potrzebują tych narzędzi, potrzebuję tej wiedzy, a nie możemy się spotkać osobiście. Chociaż w kursie będą dwie konsultacje ze mną na pewno na skype’ie, bo wiem sama po sobie, że to

wsparcie – zwłaszcza na początku procesu zmiany – jest bardzo, ale to bardzo potrzebne.

Druga rzecz, która jest teraz dla mnie bardzo istotna to, dokończenie książki, którą piszę na temat tego jak wykorzystać mechanizmy znane z gier, czyli tzw. grywalizację w procesie zmiany osobistej. Książka będzie o tym jak samemu sobie zaprojektować grę i swoje wyzwanie zmienić w tę grę. Ja grę wykorzystywałam wielokrotnie w zmianie swoich nawyków różnego rodzaju i wiem, że to jest po prostu mistrzowskie rozwiązanie, bo nie wymaga zbyt dużych nakładów finansowych, czasami nawet w ogóle ich nie wymaga, jest w 100% dopasowane do potrzeb i możliwości danej osoby, a przede wszystkim pozwala kompletnie zmienić perspektywę spojrzenia na to, co się robi. Bo działając w ramach swojej gry człowiek nie myśli: „Ojejku, a dzisiaj to powinnam zjeść sałatkę i pobiegać”, tylko ma już myślenie związane z punktacją, nagrodami w grze, co sprawia, że

zmiana nawyków przestaje być mordęgą a zaczyna być przygodą.

W tej chwili czekam już tylko na odpowiedź z jednego wydawnictwa i jeżeli oni mi odpowiedzą, że nie mieszczę się w ich planach wydawniczych, to mogę po prostu książkę wydać metodą self-publishingu, być może z wykorzystaniem crowdfundingu.  I wtedy będzie do pomyślenia, czy mam zrobić to w formie e-booka, co pozwoli dostarczyć tę książkę ludziom szybciej po prostu i też przy mniejszych nakładach finansowych czy poczekać jeszcze pół roku, zebrać pieniądze na druk i wydać ją także w formie papierowej.  Tego jeszcze na dzień dzisiejszy nie wiem, zobaczymy jak to się rozwinie.

– Czy chciałabyś coś jeszcze dodać co jest ważne, a o co nie zapytałam na sam koniec naszej rozmowy?

– Myślę, że teraz mi dałaś wyzwanie, kurczę, jestem nieprzygotowana. Co chciałabym powiedzieć? Czasami się zastanawiam, co powiedziałabym sobie samej jakbyśmy się spotkały ja z teraz i ja sprzed 10 lat. Nawet w moich planach mam napisać artykuł na ten temat. Ja bym sobie wtedy powiedziała:

Miej gdzieś, czyli konkretnie w czterech literach to, co mówią ludzie (wtedy jeszcze nie miałam takiego otoczenia wspierającego jak teraz), miej gdzieś to, co pojawia się w twojej głowie, ten głos który, mówi ci, że to jest niemożliwe, że nie jesteś gotowa. Miej to wszystko w konkretnym poważaniu: po prostu spróbuj i jeżeli nie wyjdzie to trudno.

Zastanów się, co mogło się wydarzyć, jak można zrobić to inaczej, ale się po prostu nie poddawaj i nie czekaj na odpowiedni moment, bo odpowiedni moment to jest ten moment, w którym jesteś, w którym żyjesz i z którym masz możliwość coś zrobić.

– Świat się nie zawali jak się nie uda, tym bardziej, że bardzo dużo ludzi uważa, że przeciwieństwem sukcesu jest porażka, co jest totalną bzdurą, bo droga do sukcesu jest usłana po prostu porażkami, ale to jak sobie potrafimy z nimi radzić, a każda porażka tak naprawdę jest niesamowitym feedbackiem, który daje ci kolejne możliwości i mówi, no to nie tędy droga, kawałek musisz odejść.

– Właśnie, a perfekcjoniści mają tę tendencję, że wydaje im się, że droga z punktu A do punktu B jest tylko jedna i jeżeli ją wypróbowali a ona się nie sprawdziła, to znaczy, że się nie da tego zrobić. I to jest też niesamowita rzecz, z którą ja musiałam się uporać, żeby ponawiać po prostu próby, żeby gdzieś przepracować swoje przekonanie, że to nie jest tak, że jeśli ja przeszłam tą jedną drogę, to już nie ma innej. Kiedyś sobie pomyślałam o cytacie Thomasa Edisona, który powiedział: 

Nie poniosłem porażki, właśnie odkryłem 10000 sposobów na skonstruowanie wynalazku, które się nie sprawdziły

 Bo on zdawał sobie doskonale sprawę, że w końcu wyczerpie tą pulę nieudanych dróg i znajdzie tę właściwą. I ja sobie w takich momentach jak mi coś nie idzie w Laboratorium Zmieniacza myślę: „No dobra, a Edison próbował 10000 razy, a ty po drugim razie sobie powiesz, że już nie szukasz innego rozwiązania?” – i patrzę wtedy na jego wynalazki, i myślę sobie: „No nie, no to jak Edison spróbował 10000 razy, to ja spróbuję chociaż z pięć,  żeby nie było wstydu.” (śmiech)

– Te rozmowy z kobietami, które prowadzę mają pokazać drogę do sukcesu. Ludzie zbyt często widzą tylko końcowy efekt. Nie wiedzą ile razy ktoś po drodze upadł na kolana. Jak wiele przeciwności i blokad musiał pokonać. Droga do sukcesu to wytrwałość, cierpliwość i cały czas działanie. Jest działanie jest efekt.

– I dużo pokory jeszcze bym do tego dorzuciła.

Jadwiga Korzeniewska– socjolog, trener, głównodowodząca Laboratorium Zmieniacza, któremu przyświeca idea bycia jednocześnie badaczem i przedmiotem swoich badań  dotyczących zmiany osobistej. Prowadzi szkolenia dotyczące zmiany nawyków. Specjalizuje się w tematyce przygotowywania planu zmiany i wdrażania go w oparciu o sześć źródeł wpływu (motywacja i umiejętności osobiste, społeczne i strukturalne). Prowadzi także zajęcia dotyczące zmiany nawyków w myśleniu (odwyk od perfekcjonizmu, trening pozytywności).

  • http://independentgirl98.blogspot.com/ Wiktoria

    Ja właśnie walczę ze sobą w kwestii diety. Ciężko u mnie z tą cierpliwością i wytrwałością. Takie warsztaty to bardzo interesująca rzecz! :)

    • http://www.laboratorium-zmieniacza.pl/ Naczelny Zmieniacz

      Z nawykami tak już jest, że trzeba czasu i determinacji zanim można się przełączyć na autopilota :)

  • http://www.carrer5bis.blogspot.com/ Katarina

    Ciekawy wywiad z naprawdę mądrą kobietą :)

    • http://www.laboratorium-zmieniacza.pl/ Naczelny Zmieniacz

      Dzięki za dobre słowo :)

  • http://gradowa.pl Gradowa

    neurotyczny perfekcjonizm – mój największy przeciwnik :/

  • https://zamiastburzy.blogspot.com Anna

    neurotyczny perfekcjonizm… skądś to znam :/

    • http://vikanova.co.uk/ Vika Nova

      Chyba każda z nas miała z nim do czynienia :(

  • http://oposzukiwaniusiebie.wordpress.com/ Sylwia W.

    Inspirujący wywiad. Ja również zmagam się ze swoim perfekcjonizmem i wiem doskonale, jak trudno jest przestać się ciągle „udoskonalać” i zacząć realnie działać.Gratuluję sukcesów – tych nad sobą i tych biznesowych :)

    • http://vikanova.co.uk/ Vika Nova

      Zacznij JAKOŚ, a JAKOŚĆ przyjdzie z czasem- mój ulubiony cytat Michała Wawrzyniaka. Pokonałam swój perfekcjonizm właśnie dzięki temu cytatowi :)

    • http://www.laboratorium-zmieniacza.pl/ Naczelny Zmieniacz

      Dziękuję pięknie :)

  • http://www.gendergosposia.com Gender Gosposia

    Ciekawy case study. Ja w zalezności od pory roku poruszam się między stanem neurotycznego perfekcjonizmu a różnymi wariantami jego zaprzeczenia.

    • http://vikanova.co.uk/ Vika Nova

      Pory roku także na mnie mają ogromny wpływ. Szczególnie okres przesilenia wiosennego i jesiennego. Z drugiej strony ciesze się, że pory roku potrafią mnie wyhamować, bo sama tego wciąż nie potrafię. Dziękuję za komentarz. Vika

  • http://london-lavender.com/ Ania Górecka

    Idealna lektura na dzisiejszy wieczór – kolejnej ambitnej i odważnej kobiety. Postać mi znana wceśniej, ale teraz czuję jakbym znała Justynę znacznie lepiej. Pozdrawiam obydwie Panie.

    • http://vikanova.co.uk/ Vika Nova

      Te historie przybliżają bohaterki, ale też pokazują jak droga do sukcesu w biznesie jest długa i wymaga wiele zaangażowania oraz walki z blokadami i zewnętrznymi i wewnętrznymi. Pozdrawiam. Vika

All original content on these pages is fingerprinted and certified by Digiprove